Przejdź do treści Przejdź do menu

W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację jej funkcji.

Wykorzystywane w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu internetowego. Dzięki tym plikom nasz serwis internetowy jest wyświetlany prawidłowo oraz możesz z niego korzystać w bezpieczny sposób. Te pliki cookies są zawsze aktywne, chyba że zmodyfikujesz ustawienia swojej przeglądarki internetowej, co jednak może skutkować nieprawidłowym wyświetlaniem serwisu internetowego.

Scenariusz na zakończenie roku  pt. „Jak przetrwać wakacje?”
Autorka: Magdalena Bieniek

OBSADA (21 osób):
LOŻA SZYDERCÓW (3 osoby, które siedzą z boku i komentują)
MAMA, TATA, CÓRECZKA, SYNEK
3 POLIGLOCI
6 UCZNIÓW
PESYMISTA
FILOZOF
BOHATER I JEGO KLON (tu rola dla bliźniaków lub podobnego rodzeństwa)
DWÓCH Z WIDOWNI (siedzą w pierwszym rzędzie, wśród publiczności)

INTRO
(wesoła muzyka)
Wchodzą MAMA i TATA z walizką. Gestykulują, coś sobie tłumaczą. Jedno wkłada do walizki sweter, drugie go wyjmuje. Jedno wkłada gumową kaczuszkę i gumowe koło do pływania, drugie buty trekkingowe. Jedno wyrzuca but, drugie wyrzuca kaczkę. Gestykulacja sięga zenitu. Jedno strzela focha. Rozchodzą się w przeciwnych kierunkach.

Wchodzi LOŻA SZYDERCÓW.
Siadają na ławce z boku albo z przodu sceny. Muzyka się wycisza.

SZYDERCA 1:
Tak, tak. Wszyscy się cieszycie, bo nadchodzą wakacje.

SZYDERCA 2:
Z tego, co widzę, siedzicie jak na szpilkach.

SZYDERCA 3:
Ja powiem więcej. Już nie możecie się doczekać wyjścia przez te drzwi.

SZYDERCA 2 (wskazuje na drzwi):
O, te drzwi.

SZYDERCA 1 (szeptem):
Ale musimy was ostrzec. Wakacje potrafią być straszne...

SZYDERCA 3:
Bo widzicie... Wbrew pozorom wakacje to nie tylko laba i spanie do południa. Wakacje to ciężka
praca...

SZYDERCA 1:
...nad odpoczynkiem. Czasem bywa nudno, smutno albo niebezpiecznie.

SZYDERCA 2:
Pokażemy wam chwile grozy, dramaty i tragedie. Trudne wakacyjne sprawy.
(tu można dodać napis zza kulis albo na rzutniku: TRUDNE SPRAWY)

SZYDERCA 3:
Opowiemy wam, co się może stać.

SZYDERCA 1:
Ale też doradzimy, jak się przed tym ochronić.

SZYDERCA 2:
Krótko mówiąc, mamy dla was poradnik: jak przetrwać wakacje?
(wchodzi UCZEŃ 1 z wielkim zeszytem Jak przetrwać wakacje?, dokłada do walizki, wychodzi)

SZYDERCA 1:
Nie musicie dziękować.

AKT I
SZYDERCA 1:
Kiedyś rodzice kłócili się, czy morze, czy góry.

MAMA (wchodzi z płetwami, siada, wzdycha rozmarzona):
Już się nie mogę doczekać tego wyjazdu. Marzę o tym, by się opalić na brąz.

TATA (wchodzi z kijkami):
Jak to dobrze, że góry mamy tak blisko. Zobacz, kochanie, znalazłem moje kijki tre...

MAMA:
A ja płet...

TATA:
Po co ci płetwy w górach?

MAMA:
W jakich górach? Przecież jedziemy nad morze. Sam mówiłeś, że Bałtyk.

TATA (drapie się po głowie):
Nie bardzo pamiętam, kiedy tak mówiłem.

MAMA:
A ty znowu te góry i góry. Ciągle być tylko po tej Magurce chodził. O, albo Skrzyczne. Ciągle ten
Klimczok i ta Szyndzielnia. Ja już mam powyżej uszu tej Szyndzielni.

TATA:
Jeszcze nie byliśmy na Skrzycznym...

MAMA:
I nie będziemy! Chcę leżeć i się opalać!

TATA:
A ja nie chcę ciągle leżeć i się opalać!
SZYDERCA 2:
Ja mam dla nich radę. Niech rzucą wszystko i jadą na Mazury.

SZYDERCA 3:
Cicho, cicho, zobaczymy, co się dalej wydarzy.

SZYDERCA 1:
No, co? W tym roku rodzice pokłócą się o to, czy Francja, czy Hiszpania.

TATA:
Czytałem, że widok z wieży Eiffla zapiera dech w piersiach. I jeszcze Pola Elizejskie. Chętnie
wybiorę się na długą przechadzkę ulicami Paryża.

MAMA:
Barcelona, Madryt, sjesta. Już się nie mogę doczekać.

TATA:
Hiszpania? Tam jest za gorąco.

MAMA:
Francja? Tam trzeba znać język. Nie dogadasz się za pomocą swojego języka migowego...

Wchodzi CÓRECZKA:
Mamo, a zabierzemy mój domek dla lalek?

MAMA:
Ależ, dziecko, w Hiszpanii nie będziesz tego potrzebowała.

SYNEK (wjeżdża samochodzikiem, zakręca wokół rodziców):
Brrrruuum!

TATA:
Prawda, dzieci, że jedziemy do Francji?

SYNEK:
Ale we Francji mieszka ciocia... No, wiesz, która...

CÓRECZKA:
Ta, która cały czas chce buzi.

SYNEK:
Buzi!

CÓRECZKA:
Buzi!

SYNEK:
Buzi!!!

TATA (tupie nogą):
W Hiszpanii jest za gorąco! I nie lubię owoców morza!

SYNEK:
A kiedy pojedziemy do babci? Czy zdążymy pojechać do babci?

CÓRECZKA:
Tak! Jedźmy do babci! Jedźmy do babci!

SZYDERCA 2:
No właśnie, zapomnieli o babci...

SYNEK (rozmarzony):
A babcia tak dobrze nas karmi...

SZYDERCA 3 (naśladuje babcię):
Na pewno jesteś głodny! Zjedz jeszcze serniczka.

SZYDERCA 1 (naśladuje babcię):
Ja się tak starałam! Na pewno ci nie smakuje. Dajcie mi chusteczkę! (popłakuje)

DZIECI (wychodzą, rozmawiając o serniku):
A pamiętasz ten sernik... A te ciasteczka...

(muzyka)

MAMA:
Za granicę. Łatwo powiedzieć: za granicę. A jak się tam dogadamy?

TATA:
Nie no, koniecznie trzeba się do tego przygotować. Może ja pójdę na jakiś intensywny kurs
językowy? (siada na walizce, drapie się po głowie?)

POLIGLOTA 1 (przechodzi przez scenę ze słownikiem):
I am, you are, he is... Water, please... What does it cost? Where is the toilet? Goodnight.

POLIGLOTA 2 (przechodzi ze słuchawkami na uszach):
Buon giorno, mi scuzi...

POLIGLOTA 3 (z zeszytem):
Bonjour, quai, au revoir...

Dwaj POLIGLOCI w pewnym momencie zderzają się i przepraszają każdy w swoim języku.

TATA (z przerażeniem w oczach próbuje powtarzać):
Bą... Orewu...? Trzeba było się uczyć przez cały rok.

MAMA (pakuje mu słowniki do walizki, zamyka)
TATA (bierze walizkę i schodzi ze sceny)

(muzyka)

AKT II
UCZNIOWIE uroczyście ubrani wbiegają na scenę, rzucają zeszyty do góry, plecaki obok, klaszczą,
gratulują sobie, cieszą się i skaczą. W pewnym momencie na środek wychodzi jeden, spokojny,
wlecze plecak za sobą. Reszta powoli się wycisza i otacza go.

PESYMISTA (siada z przodu sceny):
A ja tam się wcale nie cieszę.

UCZNIOWIE (zdziwieni):
No co ty? Jak to? Co?

PESYMISTA:
Wakacje to same problemy.

UCZEŃ 1:
No co ty mówisz? Wakacje, wolny czas, nie trzeba się uczyć...

UCZEŃ 2:
Możesz spędzać czas, jak tylko chcesz. Grać w gry albo spać do południa...

PESYMISTA:
Eee, tam, nuda. We wszystko już grałem. Nie ma co robić.

UCZEŃ 3:
A podróże? Możesz wyjechać i przeżywać przygody... jak hobbit!

PESYMISTA:
Nie lubię podróżować.

UCZEŃ 4:
Niemożliwe! Kto nie lubi podróżować?

PESYMISTA:
No bo popatrz. Lecimy samolotem – turbulencje. Czekanie na lotnisku. Odprawa.
UCZEŃ 5:
Możesz pojechać samochodem.

PESYMISTA:
Mam chorobę lokomocyjną. I jeszcze cierpną mi nogi. Jest gorąco, a klima nie działa.

UCZEŃ 6:
A pociąg?

PESYMISTA:
Tłum, gorąco, miejsca stojące. A raz mi uciekł wagon.

UCZEŃ 5:
Autokar?

PESYMISTA:
Inni pasażerowie nie dają się wyspać. Gadają i gadają. Albo oglądają film, którego ty nie chcesz
oglądać. Albo widziałeś już setki razy i znasz go na pamięć.

UCZEŃ 4:
No to co ci zostaje?

UCZEŃ 3:
Już wiem! Jazda konna.

PESYMISTA:
Byłem kiedyś na obozie konnym – dostałem najniższego konika. Dotykałem nogami ziemi. Nie
polecam.

UCZEŃ 2:
No dobrze, nie musisz nigdzie jechać. Możesz iść do lasu.

PESYMISTA:
W lesie zawsze atakują mnie komary. Kiedyś jenot porwał mi buty, a lis ukradł kanapkę. I jeszcze
przeżyłem atak nietoperza. A raz tata musiał przeprowadzić operację „Szerszeń”. Nawet nie
wspomnę, ile razy się zgubiłem w lesie.

UCZEŃ 1:
Ja polecam ci obóz żeglarski.

PESYMISTA:
Byłem. Kiedyś zerwał się tak silny wiatr, że żagiel się mocno przechylał i wypadłem z jachtu do
wody. I prawie mi jacht odpłynął.

UCZEŃ 2:
A obóz sportowy?

PESYMISTA:
Za dużo ruchu. Mój organizm nie wytrzymuje.

PIERWSZY Z WIDOWNI:
Hej, co się tu dzieje? Marudzicie i marudzicie. Powiedzcie wreszcie coś wesołego.

DRUGI Z WIDOWNI:
Właśnie. Co to za pesymistyczne przedstawienie. Zaczynają się wakacje, a wy smędzicie.

PESYMISTA:
Mówiłem wam, wakacje to same problemy.

(muzyka)

wchodzi FILOZOF (może mieć okulary, potargane włosy, szalik, nieobecne spojrzenie):
Tak się zastanawiam... Czy gdyby nie było szkoły i pracy, docenialibyśmy wakacje tak samo. Już
Epikur postrzegał szczęście jako brak nieszczęścia. Szczęście jako platońska idea... Pojęcie
skontrastowane jest uwydatnione. Czy na przykład docenialibyśmy weekend bez planu lekcji?

SZYDERCA 2:
Ty, o czym on gada?
FILOZOF:
I druga kwestia, która tak samo mnie nurtuje. Czy długotrwała laba i rozleniwienie rzeczywiście
nam służą? Każdy musi czasem zrobić coś konstruktywnego...

SZYDERCA 1:
Hej, filozofie, to co ty będziesz robił w wakacje?

PROFESOR FILOZOF:
Będę siedział i myślał.

(muzyka)

AKT III
SZYDERCA 2:
Prawda jest taka, że każdemu należy się odpoczynek.

SZYDERCA 3:
Więc jakie plany, spanie do trzynastej?

SZYDERCA 1:
Gorzej, jak ja chcę spać do trzynastej, a młodsze rodzeństwo budzi mnie o szóstej...

SZYDERCA 2:
Eee, tam, sen jest dla słabych. Szkoda każdego dnia. Chciałoby się obejrzeć te wszystkie zaległe
filmy, zrobić coś dla przyjemności, pograć w gry, w piłkę... Poczytać.

SZYDERCA 3:
Po co czytać?

SZYDERCA 2:
Bo widzisz, w książkach wszystko może się zdarzyć. O, na przykład taka zwykła woda do picia.
Masz wodę? (rozgląda się) Ma ktoś wodę?

(KTOŚ Z WIDOWNI LUB ZZA KULIS podaje)
W książce to może być woda zaczarowana.
(stawia na środku)

SZYDERCA 1:
Ta woda? Zaczarowana? I co na przykład mogłaby robić?
(chwila napięcia, wszyscy patrzą na wodę)

Wbiega BOHATER, może być z piłką albo skakanką. Trochę zmęczony.
O, woda. Właśnie tego mi było trzeba.
(wypija)
Jakiś taki senny się zrobiłem. To przez ten ruch. Dotleniłem się za bardzo. Odpocznę sobie tu
chwileczkę.
(siada na krześle, zasypia)
(czarodziejska muzyka)
(za nim pojawia się jego KLON, stoi i czeka na koniec czarodziejskiej drzemki, spogląda na
zegarek)

BOHATER
budzi się, najpierw nie zauważa niczego dziwnego. Potem nagle obraca się i jest zaskoczony.
Chwila... Jak to...? Kim...?

KLON:
To ja. A raczej – to ty.

BOHATER:
Ale... jak to się stało?

KLON:
No, cóż mogę powiedzieć? Magia!

BOHATER:
(namyśla się przez chwilę i po minie widać, że mu to pasuje)
Ale fajnie! Teraz będę mógł zrobić to wszystko, o czym marzyłem, a na co nie wystarczało mi
czasu! Ty będziesz za mnie odsypiać szkołę, a ja będę mógł w tym czasie grać w nogę, jeździć na
rowerze... wspinać się... i pływać...

KLON:
Ja bym chciał pożeglować... i pojechać w jakąś podróż...

BOHATER:
Ty pojedziesz na obóz, ja na kolonie...

KLON:
Ja bym wolał na kolonie...

BOHATER:
Szczegóły ustalimy, mój przyjacielu. Szczegóły ustalimy...
(obejmują się, naradzają, wychodzą)

(muzyka)

SZYDERCA 1:
No to dzięki nam wiecie już, jak przetrwać wakacje.

SZYDERCA 2:
Tak, najlepiej się rozdwoić.

SZYDERCA 3:
Albo roztroić.

SZYDERCA 1:
Byle nie nerwowo.

SZYDERCA 2:
Bawcie się dobrze, przyjemnie i bezpiecznie.

SZYDERCA 1:
Mamy nadzieję, że pomogliśmy.

SZYDERCA 3:
I do zobaczenia we wrześniu!

Piosenka na koniec (do wyboru):
 Wakacje, OTTO
 Lato, lato, lato czeka...
 Na jednej z dzikich plaż... Rotary
 W dzień gorącego lata...Big Day  Piechotą do lata, Bajm