„Bajkowe zamieszanie”
Scenariusz dla dzieci, które chcą wcielić się w rolę swojej ulubionej postaci z baśni i bajek.
Przedstawienie ma na celu ukazanie terapeutycznej roli książek dla dzieci oraz odpowiada na pytanie, czy jak się jest z innej bajki, to można być dobrym przyjacielem?
Krótkie streszczenie: DZIECKO tymczasowo mieszka u wujka-wynalazcy, który pracuje nad teleporterem postaci z baśni i bajek… Co się stanie, gdy teleporter niespodziewanie zadziała?
Autorka: Magdalena Bieniek
Występują:
DZIECKO
MAMA
PROFESOR
EKSPEDIENTKA
PANI OD NOBLA
KOT W BUTACH
ARIELKA
KRÓLOWA
KOPCIUSZEK
AURORA
JESSIE Z TOY STORY
ZŁOTOWŁOSA
NINJA
CZERWONY KAPTUREK
MARIO
Scena 1
DZIECKO, MAMA, PROFESOR, KOPCIUSZEK, KOT W BUTACH, MARIO, JESSIE, ZŁOTOWŁOSA, ARIELKA, NINJA, CZERWONY KAPTUREK, AURORA, KRÓLOWA
Na scenie po lewej stronie łóżko lub koc i dużo poduszek, obok plecak lub mała walizka, z której wystaje książka z bajkami i baśniami.
Wchodzi DZIECKO (jest w piżamce lub szlafroku, w ręku miśki, siada na poduszkach/łóżku, układa obok misia i tygryska)
DZIECKO:
Ty, Tygrysku, siedzisz tu, a Misiu tu.
Wchodzi MAMA, sięga po książkę z bajkami, zaczyna czytać
(miła muzyka)
DZIECKO zagląda i patrzy na obrazki, za nią pojawiają się po kolei bohaterowie: KOPCIUSZEK, KOT W BUTACH, MARIO, JESSIE, ZŁOTOWŁOSA, ARIELKA, NINJA, AURORA, KRÓLOWA. Przechodzą za nią, ona spogląda, próbuje ich dotknąć, wyciąga do nich ręce, macha, one nie zwracają na nią uwagi, są zajęte swoim życiem, roztańczone albo zamyślone, zaspane.
DZIECKO chce pokazać MAMIE, ciągnie ją za rękaw, ale MAMA nie zwraca uwagi, nie ogląda się, czyta dalej. W końcu postacie znikają, DZIECKO wzrusza ramionami i skupia się na słuchaniu.
MAMA:
I żyli długo i szczęśliwie.
DZIECKO:
Mamo, a czy długo zostaniemy u wujka?
MAMA:
Jeszcze nie wiadomo.
DZIECKO:
Dopóki nie skończą się nasze kłopoty?
MAMA (wzdycha):
Tak. Dopóki nie skończą się nasze kłopoty. Spróbuj zasnąć. Dobranoc.
MAMA wychodzi, DZIECKO próbuje zasnąć.
Scena 2
MAMA z jednej strony, PROFESOR z boku sceny majstruje przy jakimś pudle, DZIECKO w łóżku z drugiej strony, w kącie
MAMA (potyka się o pudło):
Ech! Twój dom to rudera!
PROFESOR:
Nie jest tak źle...
MAMA:
I znowu siedzisz nad tym głupim wynalazkiem. Mówiłam ci, nic z tego nie będzie.
PROFESOR:
Ale jestem już bardzo blisko, on już jest właściwie gotowy...
MAMA:
Dałbyś spokój i poszedłbyś do normalnej pracy, jak inni ludzie.
PROFESOR:
Ale zrozum, to jest przełom w nauce...
MAMA:
Dobre sobie! Ten twój wynalazek to jakaś pomyłka. Czemu ja muszę mieć takiego brata!
PROFESOR:
Nie rozumiesz. Nauka wymaga cierpliwości i wielu prób...
MAMA:
Przyznaj w końcu, że w instytucie cię oszukali. Dali ci najgorsze zadanie i tylko czekają na twoje potknięcie.
PROFESOR:
To nieprawda, Wiśniewski mówi, że...
MAMA:
Mam dość tego twojego Wiśniewskiego! Mam dość tego twojego głupiego pudła! Żałuję, że tu przyjechałyśmy! (wychodzi i trzaska dzwiami)
PROFESOR wzdycha i wychodzi.
Nagle słychać wybuch i gaśnie światło.
Scena 3
DZIECKO, potem KOPCIUSZEK, KOT W BUTACH, CZERWONY KAPTUREK, JESSIE, ZŁOTOWŁOSA, MARIO, AURORA, ARIELKA, KRÓLOWA, NINJA
(magiczna muzyka)
DZIECKO siada na łóżku, zdziwione.
Pojawia się KOPCIUSZEK.
KOPCIUSZEK:
Nie widziałaś gdzieś mojego pantofelka? Zgubiłam pantofelek.
DZIECKO:
Nie, nie widziałam. Zostaniesz moją przyjaciółką?
KOPCIUSZEK:
Nie mam czasu, muszę znaleźć pantofelek. Bez niego ubrudzę sobie moje białe rajstopki! Co za pech! (szuka dalej, zagląda pod łóżko, poduszkę, za szafę)
DZIECKO:
Czy to mi się śni?
Pojawia się KOT W BUTACH, niesie w ręku buty i kartonik mleka, skrada się na palcach, a potem siada w kącie i liże sobie łapki.
DZIECKO:
To na pewno mi się śni. Cześć, Kocie w butach! Mogę cię pogłaskać?
(KOT patrzy takim wzrokiem, że DZIECKO mówi):
A może lepiej nie...
Pojawia się ZŁOTOWŁOSA z misiem pod pachą.
DZIECKO:
Ojej, ojej, czy ty jesteś Złotowłosa?
ZŁOTOWŁOSA:
O, łóżeczko! Ja lubię spać w cudzych łóżeczkach.
(DZIECKO siada i broni swojego łóżka, ZŁOTOWŁOSA siada niedaleko i po trochu sięga, łapie za róg łóżka, ciągnie do siebie, a jak DZIECKO patrzy, to udaje, że nic takiego nie robi. Pojawia się AURORA, idzie ziewając i przeciągając się)
AURORA:
Jestem taka senna. Ten wybuch zupełnie mnie wytrącił z równowagi... (dostrzega poduszki) O, poduszki! (kładzie się, zasypia)
DZIECKO:
Ej, to moje poduszki!
Pojawia się Ninja. Idzie przy ścianie, skrada się, rozgląda na boki.
NINJA:
Czy nikt mnie nie widzi? Jestem niewidzialny?
DZIECKO:
Ja cię widzę.
NINJA:
Aha. W takim razie muszę nad tym popracować.
Wychodzi, skradając się.
Wchodzi CZERWONY KAPTUREK.
CZERWONY KAPTUREK:
Dobra, nic z tego nie rozumiem. Szłam sobie z koszyczkiem do babci, a tu nagle bum – i jestem tutaj. Jest łóżko, tylko babcia nie ta.
DZIECKO:
Nie jestem babcią! Jestem za młoda na babcię!
CZERWONY KAPTUREK:
Wilka też nie widzę. O, ale jest kot. Może być kot. Cześć, kocie, czy możesz mnie trochę pozaczepiać?
KOT W BUTACH:
Nie mam ochoty.
CZERWONY KAPTUREK:
No ale prooooszę, dam ci kiełbaskę.
KOT W BUTACH:
Dobrze, za kiełbaskę to mogę.
Pojawia się MARIO.
MARIO:
O, piżamowa impreza. Nawet ze zwierzętami.
KOT W BUTACH:
Wypraszam sobie.
MARIO:
Ale ja w innej sprawie. Zbieram punkty. Czy macie tutaj jakieś punkty do zdobycia?
ZŁOTOWŁOSA:
Jakie punkty? Z zachowania?
MARIO:
Nie, z grzybów!
AURORA:
To jest bardzo dziwny sen. Z jakich grzybów? Nic już z tego nie rozumiem (przeciąga się i śpi dalej).
MARIO:
No, pytam, czy rosną tu gdzieś grzyby?
CZERWONY KAPTUREK:
Ja mam grzybową w słoiku.
MARIO:
Jeśli na nie nadepnę, zdobędę punkt. Dawaj mi ten słoik! (zbliża się)
CZERWONY KAPTUREK (wstaje, łapie się pod boki):
O, nie, nie oddam mojej grzybowej za żadne punkty!
KOT W BUTACH (wstaje, łapie się pod boki):
Właśnie!
Wpada JESSIE i macha lassem.
JESSIE: Stać! Nikt się nie rusza!
(wszyscy zastygają, nikt się nie rusza. Krótka chwila, w której słychać tylko chrapanie AURORY – ZŁOTOWŁOSA ją szturcha)
JESSIE:
Czy ktoś mi powie, dlaczego tutaj jesteśmy?
ZŁOTOWŁOSA:
Tutaj, czyli gdzie?
DZIECKO:
No, u mnie w domu. To znaczy u mojego wujka chrzestnego taty. On jest wynalazcą. Jest genialny, ale nic mu się nie udaje.
JESSIE:
Coś tu śmierdzi...
ZŁOTOWŁOSA:
Może to ta kiełbaska?
KOT W BUTACH (z obawą łapie się za buzię)
JESSIE:
A miałam być zupełnie gdzie indziej...
CZERWONY KAPTUREK:
Taaak? A gdzie?
JESSIE:
Właśnie jechałam na ryby...
(Wchodzi ARIELKA i trzyma się pod boki)
ARIELKA:
Naprawdę uważasz, że to taki świetny pomysł???
KOT W BUTACH:
Jaaaaaka wielka ryba!!! (oblizuje się)
ARIELKA:
Nie jestem rybą. Jestem syrenką. Niejadalną.
KOT W BUTACH popada w smutek
ARIELKA:
Czy już ustaliliście, gdzie my jesteśmy?
DZIECKO:
U mojego wujka!
JESSIE:
O, a ty to kto?
CZERWONY KAPTUREK do JESSIE:
To jest dziecko z innej bajki.
DZIECKO:
Nie jestem z żadnej bajki.
CZERWONY KAPTUREK:
Każdy jest z jakiejś bajki.
ZŁOTOWŁOSA:
Tylko ty nie jesteś z naszej.
CZERWONY KAPTUREK:
W ogóle widzę, że jesteśmy w jakiejś bardzo dziwnej bajce, napisanej chyba przez jakiegoś szaleńca…
(tu można dodać znaczące spojrzenie wszystkich autorów w stronę osoby prowadzącej koło teatralne;)
ARIELKA:
Myślicie, że to jest jakaś kosmiczna pomyłka?
JESSIE:
Obawiam się, że tak...
KOT W BUTACH:
Też tak myślę. I uważam, że ten cały „wujek chrzestny tata” ma z tym coś wspólnego.
KOPCIUSZEK:
Ćśś! Słuchajcie, ktoś się zbliża!
AURORA:
Helou! Ja tu próbuję spać!
KRÓLOWA (wchodzi dostojnie, z gracją):
Nadchodzi królowa! A gdzie niskie pokłony?
Nikt się nie kłania, wszyscy patrzą osłupieni.
MARIO (przemyka z tyłu i kieruje się do wyjścia)
Ja się stąd zmywam, czuję, że będą kłopoty! (znika)
KRÓLOWA:
Ty! Blondyna! (do ZŁOTOWŁOSEJ) Podaj mi poduszkę. Ty, Ryba (do ARIELKI) potrzymaj mi suknię. A fe! Co za zakurzona podłoga. Ty! Futrzasty (do KOTA), mógłbyś tutaj umyć podłogę!
KOT W BUTACH (prycha i nie rusza się z miejsca)
Już się rwę.
KRÓLOWA:
Ty, Kopciuszek, skończ już z tymi butami i zajmij się czymś pożytecznym.
KOPCIUSZEK:
Na przykład czym?
KRÓLOWA:
Na przykład rozmasuj mi stopy (pokazuje stopę). Strasznie niewygodne te szpilki...
KOPCIUSZEK:
Przepraszam, muszę już iść (chowa się za łóżko).
ZŁOTOWŁOSA do CZERWONEGO KAPTURKA:
Ona zdecydowanie nie jest z naszej bajki!
KRÓLOWA:
Cisza ma być! Królowa do was przemawia! Ty! (do AURORY) Obudź się, masz mi służyć!
AURORA: (przez sen)
Jeszcze pięć minut...
KRÓLOWA (rozgląda się):
Co za brak kultury. Co za okropne miejsce.
DZIECKO:
To nie moja wina, to dom wujka, a on jest trochę...
KRÓLOWA:
Milcz! Jestem oburzona. Nie wiecie, jak się rozmawia z królową! Nie tak się przyjmuje Waszą Królewską Mość, ooo, nie! Wychodzimy! No, już!
Wszyscy idą posłusznie za nią. Wychodzą po kolei: KRÓLOWA, za nią JESSIE, MARIO, ARIELKA, ZŁOTOWŁOSA, KOPCIUSZEK ciągnący śpiącą AURORĘ, CZERWONY KAPTUREK chowający kiełbaskę do koszyczka, a na końcu leniwie KOT W BUTACH.
Gdy znikają, DZIECKO rozgląda się za nimi, bierze misia i cicho się skrada.
DZIECKO:
Ciekawe, co się dalej wydarzy. Nie mogę tego przegapić.
(Bierze maskotkę i skradając się, wychodzi za nimi)
Scena 4
PROFESOR, potem NINJA i MARIO
PROFESOR siedzi przy teleporterze, coś liczy na kalkulatorze, wyciąga jakieś miarki, zapisuje obliczenia. Za nim przemyka NINJA. Skrada się i znika. Za nim przemyka MARIO, wykonuje waleczne ruchy, znika. Jeszcze raz pojawia się NINJA.
PROFESOR:
Kim jesteś?
NINJA:
Nie mogę ci powiedzieć.
PROFESOR:
Skąd się tu wziąłeś?
NINJA:
To ściśle tajne. Mogę ci tylko powiedzieć... A nie, tego też nie mogę.
PROFESOR:
Ja cię chyba gdzieś widziałem...
NINJA:
Na pewno nie.
PROFESOR:
Na sto procent.
NINJA:
Na zero.
PROFESOR:
Jesteś z jakiejś bajki.
NINJA:
Ależ skąd. Jestem normalnym Nin... (w ostatniej chwili zatyka sobie usta, żeby nie wygadać)
PROFESOR (zastanawia się):
Już wiem! Byłeś w książce mojej siostrzenicy!
NINJA:
Nie, to na pewno nie ja.
PROFESOR (patrzy z naciskiem)
NINJA:
No, dobra, to ja.
PROFESOR:
To znaczy, że mój teleporter działa! A ja myślałem, że się popsuł!
NINJA:
A co to jest teleporter?
PROFESOR:
W wielkim skrócie to urządzenie do teleportacji, czyli do...
MARIO przemyka za nimi.
NINJA:
Czy jest tu ktoś jeszcze?
PROFESOR:
Tylko ja i moja rodzina... To znaczy moja siostra i siostrzenica...
NINJA:
Jest tu ktoś, kogo muszę znaleźć... (przerywa, ucieka).
PROFESOR wzrusza ramionami, sprawdza teleporter, mruczy coś pod nosem, z cienia wychodzi MARIO
MARIO (chodzi i szuka)
PROFESOR (do siebie):
To osobliwe. Znowu pojawia się jakaś dziwna postać. Nie mogę go spłoszyć, bo ucieknie jak tamten. (głośno) Hej! Co ci jest? Czemu chodzisz taki smutny?
MARIO:
Nie wiem. Szukam tych głupich grzybów i powoli mam tego dość.
PROFESOR (z niedowierzaniem):
Szukasz grzybów?
MARIO:
Tak, wskakuję na grzyby i dostaję za to punkty.
PROFESOR:
A po co ci te punkty?
MARIO:
Eee... (zaskoczony, milknie, zastanawia się)
PROFESOR (znacząco):
Aha.
MARIO (siada przy nim, drapie się po głowie, przypatruje mu się)
MARIO:
A co to za wynalazek?
PROFESOR:
To teleporter... To jest dopiero prototyp, muszę go jeszcze lekko dopracować, ale już jestem blisko genialnego odkrycia...
Następuje zwarcie, PROFESOR i MARIO przewracają się pod wpływem wybuchu.
PROFESOR wstaje rozgniewany:
Nie wierzę! Po prostu nie wierzę!
MARIO:
Ale co się stało?
PROFESOR:
Co za głupi wynalazek! Rzucam tę robotę!
Wychodzi, a za nim MARIO
Scena 5
KRÓLOWA, ZŁOTOWŁOSA, JESSIE, ARIELKA, CZERWONY KAPTUREK, AURORA, KOPCIUSZEK, KOT W BUTACH, EKSPEDIENTKA, DZIECKO
ESKPEDIENTKA układa towary w sklepie. Wchodzi KRÓLOWA, za nią JESSIE, ARIELKA, ZŁOTOWŁOSA, KOPCIUSZEK ciągnący śpiącą AURORĘ, CZERWONY KAPTUREK chowający kiełbaskę do koszyczka, a na końcu leniwie KOT W BUTACH, a z tyłu niezauważone cicho przykuca DZIECKO.
KRÓLOWA ogląda towary, a całe towarzystwo rozgląda się, a potem siada i czeka. AURORA już zasypia.
KRÓLOWA:
No i tutaj też nie ma żadnej Francji-elegancji. Ludzie z tej bajki to jacyś straszni bałaganiarze.
(Do EKSPEDIENTKI) Witaj, służko!
EKSPEDIENTKA (zdziwiona):
Dzień dobry pani. W czym mogę pomóc?
KRÓLOWA:
Rozkazuję ci mnie odziać. Zimno mi tu.
EKSPEDIENTKA:
Niestety nie mamy ubrań. To jest całodobowy sklep spożywczy.
KRÓLOWA:
Aha. Zatem rozkazuję ci mnie nakarmić. Mnie i mój orszak (wskazuje ręką na towarzyszki).
EKSPEDIENTKA:
Mamy do wyboru rogaliki, batony, paluszki... Tutaj jest cała półka ze słodyczami. Mogę też zaoferować pani kanapkę z salami albo z żółtym serem.
KOT W BUTACH (ożywia się):
Salami? Mniam!
KRÓLOWA (robi kapryśne miny i wybrzydza):
Salami? Fuj! Nic tu nie przełknę. Żądam wykwintnego jedzenia! To, co tutaj widzę, to jest skandal!
EKSPEDIENTKA:
Przykro mi, nic więcej nie mamy, jest noc, wszystko wykupione...
KRÓLOWA:
Zamilcz! Nie rozmawiam z tobą! Orszaku królewski! Wychodzimy! Jestem już zmęczona tą całą sytuacją i nogi mnie tak bardzo bolą... Już wiem! Ty i ty (do CZERWONEGO KAPTURKA i KOPCIUSZKA) – macie mnie nieść! (One nie reagują) Co z wami? Jesteście głuche?
CZERWONY KAPTUREK (wstaje):
Królowo, jesteś tak okropna, że nikt nie chce z tobą przebywać.
KOPCIUSZEK (wstaje):
I nikt się nie chce z tobą przyjaźnić.
ZŁOTOWŁOSA (wstaje):
Nie może być tak, że jedna strona tylko mówi, a reszta ma słuchać.
JESSIE (wstaje):
My także coś do powiedzenia.
ARIELKA (wstaje):
Przyjaźń nie polega na rozkazywaniu.
KRÓLOWA:
Przyjaźń to głupota. Lepiej mieć służących. Wykonują rozkazy i nie trzeba słuchać ich nudnego gadania.
ZŁOTOWŁOSA:
My nie zamierzamy ci służyć.
ARIELKA:
Ani z tobą przebywać.
JESSIE:
Zresztą i tak nie byłaś dobrą szefową.
CZERWONY KAPTUREK:
Ani królową.
KOPCIUSZEK:
Ani tym bardziej przyjaciółką.
KOT W BUTACH:
Ani nawet koleżanką.
CZERWONY KAPTUREK:
Nawet dobrą znajomą nie jesteś.
ZŁOTOWŁOSA:
Nie szanujesz innych i gardzisz nimi. Nikt nie lubi takich ludzi.
ARIELKA:
Nie chcemy z tobą przebywać.
AURORA (budzi się):
No właśnie! Aaaa, o czym mowa? (zasypia znowu)
KRÓLOWA (wzrusza ramionami):
Trudno. Znajdę sobie lepszych służących. Oni będą błagali o moje towarzystwo.
KOT W BUTACH:
Tak. Na pewno takich znajdziesz. Życzę ci powodzenia.
ZŁOTOWŁOSA:
Twoja strata, królowo.
KRÓLOWA:
Wasza strata, niewdzięcznice! (obrażona wychodzi)
PANI EKSPEDIENTKA:
A może paniom coś podać? Albo tobie, kotku?
KOT W BUTACH:
Proszę nie zdrabniać mojego imienia. Nie wszyscy lubią zdrobnienia. Poproszę mleko i rybę.
ARIELKA:
Znowu zaczynasz?
EKSPEDIENTKA:
Należy się osiem pięćdziesiąt.
KOT W BUTACH (bezczelnym tonem):
I tu pojawia się problem, bo ja nie mam niestety pieniędzy.
JESSIE:
Dziewczyny, może się zrzucimy, macie jakieś drobne? (zbliżają się do siebie, liczą)
CZERWONY KAPTUREK:
Ja mam dwa złote...
ZŁOTOWŁOSA:
Ja złoty pięćdziesiąt...
KOPCIUSZEK (kompletnie nie znając się na matematyce, uspokajająco):
Uzbieramy.
DZIECKO: (wyskakuje z kryjówki)
Ja! Ja mam osiem złotych!
Wszyscy patrzą na nią zdziwieni.
KOT W BUTACH:
Zaraz, zaraz. Przecież to dziecko z innej bajki. Czy w twojej bajce nie powinno się już spać?
DZIECKO (zawstydzone):
No, niby tak, ale...
CZERWONY KAPTUREK:
Słuchajcie, trzeba ją odprowadzić do domu.
ARIELKA:
Jak sobie pomyślę, że jej mama szaleje z niepokoju...
KOT W BUTACH:
I „wujek tata chrzestny” też pewnie się martwi.
KOPCIUSZEK i ARIELKA (biorą DZIECKO za ręce i prowadzą do wyjścia)
KOPCIUSZEK:
Chodź, dziewczynko.
ARIELKA:
Wracamy do domu.
DZIECKO (zatrzymuje się, nie chce iść):
Ale ja nie chcę wracać. Tam się tylko kłócą, a ja jestem sama...
ZŁOTOWŁOSA:
Może coś na to poradzimy...
(wychodzą, wchodzi PROFESOR)
PROFESOR:
Dzień dobry, szukam pracy.
EKSPEDIENTKA:
A potrafi pan rozkładać towary na półce?
PROFESOR:
Nie, ale mogę zbudować taki wynalazek, który to zrobi za panią.
EKSPEDIENTKA:
O, widzę, że pan jakiś uczony.
PROFESOR:
Tak, skromnie przyznaję pani rację.
EKSPEDIENTKA:
Niech pan wraca do domu. Niech każdy robi to, na czym się zna najlepiej. Ja sobie poradzę. Do widzenia.
PROFESOR:
Może i ma pani rację... Do widzenia.
Scena 6
KRÓLOWA, NINJA, potem MAMA, PROFESOR, MARIO
KRÓLOWA siada, podpiera się ręką i wzdycha. Bawi się czymś i rzuca tu i ówdzie.
KRÓLOWA:
Co za nudy. Nawet nie ma komu rozkazywać.
Wchodzi NINJA, siada obok.
KRÓLOWA:
O! Nowy sługa! Hej, sługo!
NINJA:
Czy nie widziałaś tutaj nikogo podejrzanego?
KRÓLOWA:
Dla mnie wszyscy tutaj są podejrzani. A o kogo dokładnie ci chodzi?
NINJA:
No wiesz, taka tajemnicza istota z innej bajki.
KRÓLOWA:
Widziałam wiele takich istot, ale wierz mi, nie warto się z nimi zadawać.
(Wpada MAMA z pilotem w ręku)
KRÓLOWA:
O, kolejna służka! Jak miło! Ej, służko, mam dla ciebie...
MAMA:
Przepraszam, czy nie widzieliście mojej córeczki?
KRÓLOWA:
Owszem, widziałam jakieś dziecko. Ale było zupełnie nieciekawe.
MAMA:
Jak to nieciekawe? To jest dla mnie najważniejsza osoba! Jak możesz tak mówić?
(Wchodzi PROFESOR)
PROFESOR:
O, znalazłaś mój wynalazek w wersji mini!
MAMA:
Próbowałam go uruchomić, szukam mojej córeczki. Zniknęła! Nie ma jej w pokoju!
PROFESOR:
Jak to nie ma jej w pokoju???
KRÓLOWA:
O, kolejny sługa!
PROFESOR:
Proszę pani, to dla nas bardzo ważne...
KRÓLOWA:
Ale ja mam dla was lepszą propozycję niż szukanie jakiegoś nudnego dziecka. Propozycję biznesową nie do odrzucenia...
PROFESOR nie słucha, macha ręką, wychodzi, MAMA za nim.
KRÓLOWA (zdziwiona):
Odrzucili moją propozycję nie do odrzucenia!
NINJA:
Musisz zmienić swoje podejście.
KRÓLOWA:
A tak swoją drogą to dziwne... Każdy tutaj kogoś szuka. Nawet ty.
(wbiega MARIO)
NINJA:
Znalazłem! (powoli wstaje; MARIO i NINJA szykują się do ataku).
KRÓLOWA (przestraszona wstaje, wycofuje się):
Widzę, że będzie tu niebezpiecznie (ucieka)
(chwila grozy, niepokojąca muzyka)
MARIO:
Wiesz co?
NINJA:
Co?
MARIO:
Ja nie chcę tak żyć. Wolę mieć ciebie jako przyjaciela niż wroga.
NINJA:
Naprawdę? Nie będziemy walczyć? Co za ulga!
MARIO:
Może się w coś pobawimy? Zagrajmy w łapki!
NINJA:
Albo w berka!
(razem wychodzą/wybiegają)
Scena 7
PROFESOR, MAMA, potem KRÓLOWA, EKSPEDIENTKA i DZIECKO
PROFESOR (siedzi nad wynalazkiem, dopracowuje go, coś mruczy pod nosem)
Już prawie koniec... Wiśniewski będzie zadowolony...
Wchodzi MAMA zmartwiona.
PROFESOR:
Jest w swoim pokoju.
MAMA (cieszy się, zagląda do pokoju, a wtedy słychać stamtąd gwar i wesołą muzykę; wycofuje się)
A co to za impreza? Kim są ci wszyscy ludzie?
PROFESOR:
To jej nowi przyjaciele. Każde z innej bajki, a jednak jakoś się dogadują.
Wbiega KRÓLOWA (ubrana zwyczajnie, bez insygniów królewskich):
Gdzie jest ta impreza? Czy można jeszcze dołączyć?
(MAMA wskazuje jej drzwi do pokoju DZIECKA, KRÓLOWA gdziecznie puka, poprawia fryzurę, wchodzi, słychać znowu gwar i muzykę)
wchodzi EKSPEDIENTKA:
Przepraszam, ale słyszałam, że tutaj gdzieś jest jakaś zabawa, a samej mi się trochę nudzi...
(PROFESOR wskazuje drzwi do pokoju DZIECKA, EKSPEDIENTKA wchodzi)
MAMA:
Nie mogę w to uwierzyć. Grają w łapki, głaszczą kota, tańczą... Nie wiedziałam, że moja córka ma tylu przyjaciół...
PROFESOR:
A widzisz... O, nie... O, nie! Autodestrukcja!
(gaśnie światło, wybuch, pojawia się dym, a urządzenie jest popsute/przewrócone/dziurawe)
MAMA (spokojnie):
Wiśniewski będzie zły!
PROFESOR (siada załamany):
O, nie! Mój teleporter!!!
DZIECKO (wychodzi smutne z pokoju):
O, nie! Moi przyjaciele!!!
MAMA:
Co się stało?
DZIECKO:
Wszyscy zniknęli!
PROFESOR:
Hmm... Wrócili do swoich bajek.
DZIECKO:
I znowu jestem sama...
MAMA:
Ale wiesz co? Nie martw się. Tych przyjaciół możesz zawsze spotkać w książkach.
DZIECKO:
Rzeczywiście.
MAMA:
Poza tym wracamy do domu. Pójdziesz do przedszkola. Tam na pewno się z kimś zaprzyjaźnisz.
DZIECKO:
Super!
PROFESOR:
Gorzej z moim wynalazkiem. Muszę zacząć wszystko od początku...
(rozchodzą się)
Scena 8
Występują WSZYSCY
PANI OD NOBLA w eleganckim ubraniu, z mikrofonem: Profesor … (tu można podać nazwisko postaci ważnej dla szkoły lub grupy) otrzymuje Nagrodę Nobla za wynalezienie teleportera! (podaje mu nagrodę i kopertę)
(słychać brawa, PROFESOR wychodzi na środek, kłania się, do niego dołączają MAMA i DZIECKO)
DZIECKO:
Ale super! Ale super!
MAMA:
Jak to dobrze, że mam takiego mądrego brata!
(pojawiają się wszystkie postacie, otaczają PROFESORA i gratulują mu każde na swój sposób)
PROFESOR (wyjmuje z kieszeni pilot):
Ups… Chyba przez przypadek włączyłem moje urządzenie...
KONIEC